123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Niedziela – 19.07.15

19.07.2015 w miej­sco­wo­ści Tra­paing Sre prze­kra­cza­my gra­ni­cę z Kam­bo­dżą i opu­szcza­my Wiet­nam. Do Wiet­na­mu wró­ci­my za pra­wie dwa ty­go­dnie. Z na­sze­go ho­te­lu do gra­ni­cy z Kam­bo­dżą ma­my do prze­je­cha­nia oko­ło 73 km. Wy­ru­sza­my o dzie­wią­tej:

 

Odcinek Phuc Long – Trapaing Sre. Wietnam.

Przed je­de­na­stą je­steś­my na gra­ni­cy. For­mal­no­ści za­bie­ra­ją spo­ro cza­su. Naj­pierw od­pra­wa po stro­nie wiet­nam­skiej, po­tem po­ko­nu­je­my kil­ka­set me­trów pie­cho­tą z ba­ga­ża­mi po zie­mi ni­czy­jej i te­raz wy­peł­nia­my dwa for­mu­la­rze. Pier­wszy, aby uzys­kać wi­zę kam­bo­dżań­ską (po­trzeb­ne by­ło zdję­cie i 30$), a po uzys­ka­niu wi­zy – już z wi­zą – stoi­my w ko­lej­ce do ko­lej­ne­go okien­ka i wy­peł­nia­my ko­lej­ny for­mu­larz – wjaz­do­wy. Ale wszyst­ko prze­bie­ga spo­koj­nie i bez ner­wów – przed dwu­na­stą je­steś­my po kam­bo­dżań­skiej stro­nie gra­ni­cy i pa­ku­je­my się do sa­mo­cho­du. Ma­my wszyst­ko no­we: i kie­row­cę i prze­wo­dni­ka i sa­mo­chód. Prze­wo­dnik mó­wi po an­giel­sku w spo­sób, któ­ry lu­bię. Krót­ko, jas­no i węz­ło­wa­to. Sa­mo­chód – to 9-oso­bo­wy bus, a nas jest pię­cio­ro, więc jest lu­zik. Jak na ra­zie wszyst­ko idzie zgo­dnie z pla­nem, myś­lę że w Kam­bo­dży też bę­dzie ok. Roz­po­czy­na­my:

Safari dzień jedenasty – Kambodża dzień pierwszy – Kratie dzień pierwszy

Od granicy do miejsca pierwszego noclegu w Kambodży mamy do przejechania około 100 km:

 

Odcinek Trapaing Sre – Kratie. Kambodża.

Za­raz po prze­kro­cze­niu gra­ni­cy za­trzy­mu­je­my się na ma­łe za­ku­py. Oczy­wi­ście przy­da­ła­by się Co­la:

 

Ben­zy­na sprze­da­wa­na w bu­tel­kach po na­po­jach. Kam­bo­dża.

je­dnak w bu­tel­kach na zdję­ciu wy­żej nie ma na­sze­go ulu­bio­ne­go na­po­ju, tyl­ko... ben­zy­na :-). Je­dzie­my da­lej. Pa­rę mi­nut po trzy­na­stej je­steś­my w Kra­tie.

Miejsce zakwaterowania:Kratie (ang. Kratie)
Liczba mieszkańców:38 tys.
Wysokość n.p.m.:18 m
Średnie temperatury:dzień: 32 °C, noc: 23 °C
Liczba noclegów:2
Odległość od poprzedniego postoju:176 km


Kratie leży na brzegu Mekongu (ang. Mekong). W cen­trum mia­sta znaj­du­je się ry­nek oto­czo­ny sta­ry­mi, ko­lo­nial­ny­mi bu­dyn­ka­mi, ale naj­waż­niej­sze są tu del­fi­ny, któ­re wy­bra­ły so­bie Me­kong właś­nie w tym miej­scu, aby za­ło­żyć tu ko­lo­nię. Ży­je to oko­ło 80-90 sztuk del­fi­nów krótko­głowych (ang. Irrawaddy). Jutro popłyniemy łodzią spróbować je sfotografować.

W Kra­tie za­miesz­ka­liś­my w ho­te­lu Ly Cheu i ca­łe dzi­siej­sze po­po­łu­dnie ma­my dla sie­bie. Wy­cho­dzi­my póź­nym po­po­łu­dniem na spa­cer. Nie­da­le­ko ho­te­lu spo­ty­ka­my pa­nią z ku­li­nar­nym stra­ga­nem:

 

która oferuje doskonałe banany w cieście:

 

 

Pierwszy posiłek w Kambodży. Banany zapiekane w cieście. Kratie.

Ku­pu­je­my kil­ka i idzie­my da­lej. Za­czy­na pa­dać. Za­trzy­mu­je­my się przy kan­to­rze i wy­mie­nia­my wa­lu­tę – za je­dne­go do­la­ra do­sta­je­my 4080 rie­li. Cze­ka­my, aż prze­sta­nie pa­dać, ale pa­da z ma­ły­mi prze­rwa­mi do pół­no­cy. Wy­ko­rzy­stu­je­my chwi­le mniej­sze­go desz­czu, aby wró­cić do ho­te­lu ro­biąc po dro­dze je­szcze kil­ka zdjęć:

 

 

 

W Kratie. Kambodża.

Jak już pi­sa­łem nie mam w tym ro­ku ze so­bą lap­to­pa. Każ­de­go dnia po­zna­ję co­raz bar­dziej swój no­wy tab­let. In­sta­lu­ję ko­lej­ne pro­gra­my do ob­rób­ki zdjęć i je­stem mi­le za­sko­czo­ny. To dzia­ła :-). Za to z In­ter­ne­tem jest róż­nie. W tym ro­ku odwie­dza­my czte­ry kra­je, więc że­by mieć in­ter­net mo­bil­ny, mu­siał­bym ku­pić czte­ry kar­ty. Po­sta­no­wi­łem w tej sy­tua­cji zdać się na Wi-Fi w ho­te­lach, zwła­szcza że tab­let ma na­wi­ga­cję, więc mo­gę spraw­dzać na­sze po­ło­że­nie i mam do­stęp do map bez In­ter­ne­tu. Teo­re­tycz­nie In­ter­net jest w każ­dym ho­te­lu, prak­tycz­nie – jest wol­ny, prze­ry­wa lub nie „się­ga” do po­ko­ju i wy­ma­ga ze­jścia w oko­li­ce re­cep­cji. To utrud­nia re­la­cjo­no­wa­nie na bie­żą­co, więc pro­szę o wy­ro­zu­mia­łość :-).


Komentarze: pokaż komentarze (1)

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D